niedziela, lipca 29, 2007


weekend szalony... piątek - toboły wszelakiej maci z rzeczami do foto sesji
wreszcie Gdynia, Olas i leniuchowanie.... obiados w sanatorium w Sopocie
nocne marki zakamarki Gdyńskie
sobota foto sesyjnie na sopockim molo z Dorotą - maj star:], Tomkiem - wiernym druhem do pomocy i wsparcia, Asją wymachującą blendą... jednym słowem popołudnie mega pracowite
dziekuję po stokroć...
niedziela szalona - Gdynia, Jastarnia, Jurata, Hel, Gdynia, Warszawa, domostwo...
na morzu bujało, wiało, padało, ale ryba zjedzona... słońce tez gdzieniegdzie:]
teraz mega złachana - śmigam w lulanki


i jeszcze jedno - po raz kolejny dotarło do mnie, że tak do końca nie znasz osoby, która wydaje ci się pewna - nie ma ideałów - proste.... zaufanie mocno nadwyrężone - dłuuuuuuuga droga do odbudowy tego co było....

na własne życzenie....

5 komentarzy:

panna zofia pisze...

zawsze tak jest. sytuacja nigdy nie jest pewna, a zawody bolą. cóż. trzeba przewartościować, ale jeśli kochasz. kocha to wszystko sie ulozy...

ziu pisze...

panno zofiu , nie wystarczy przecież tylko kochać, trzeba też walczyć, pracować nad sobą i związkiem. nic samo nie przychodzi.

w_rulonie pisze...

och dziewuchy.... co prawda to prawda - związek to ciągła walka w mordę jezozwierza:I

ziu pisze...

ale wszytsko dobrze będzie (jest) ?

zupaszczawiowa pisze...

zycie, zycie jest (tele)nowelaaa....la la lalala