środa, maja 23, 2007

i co z tego, że zrobiłam się na bóstwo dla mojego książownika...
że paznokcie w fiolecie a reszta owiana turkusem
że ślicznie mi w tej kiecuni...
planowałam piękne popołudnie i wieczór, a książownik dziś zadzwonił z wieścią:
o 12 w nocy mam pociąg do sopotu - zaczynam pracę
od 16 jeszcze w starej a potem gna na pociąg...

on wie, że mi się cała ta opcja pracy nad morzem nie podoba
wie, że mam schizę, że te 3 miesiące to będzie dla mnie coś strasznego i że boję się rozstań jak ognia ( trzy poprzednie związki przez wyjazdy się rozwaliły)
pieprzę kasę i kokosy, które ma przywieźć...

rozbita totalnie jestem, brzuch boli z nerwów, buzia w podkówkę a oczy chcą płakać
niby mamy się widzieć raz-dwa w tyg., on w tyg ma wpadać, ja do niego na weekendy...
taaa naiwność nie zna granic - teoria to jedno praktyka to drugie....
chcę do domu/ do łóżka/ zaszyć się i zapomnieć o świecie....

5 komentarzy:

Paola pisze...

pełne zrozumienie co do tego co czujesz...mój luby wyjeżdza na 2 miesiace do Anglii...boję się jak diabli...on tam ja tu sama...bedę czekać..nie wiem jak przetrwam...ale trzeba wierzyć że bedzie dobrze:)damy radę!Pozdrawiam:)

Anonimowy pisze...

Dasz rade. Wy zawsze dajecie sobie rade

panna zofia pisze...

każdy tak ma. ja też chcę się w tej chwili gdzieś schować i nigdy nie wychodzić już, żeby nikt mi nic nie mówił. boli. owszem... ale smutek jest dobry czasem, bo gdyby nie on nie byłoby radości powrotu. :)

pozdrawiam i czekam na odpowiedz na gadu:)

ziu pisze...

chłopcy to najwstrętniejsze że , nas kobiety, zostawiają na czas tak długi. Kto to wiedział? Mnie dopiero we wrześniu czeka rozstanie ( i to na czas około ROKU!!!) bleee :(
bedzie dobrze? bedzie! :) wytrzymamy wszystkie :)))

w_rulonie pisze...

kochane wszytkie dziewuszki:*:*:*
dziękuję za wsparcie - dzis troszkę lepiej:]


panno zofiu postaram się dzis pomóc